Pamiętam, jak znajoma startupowczynia Ania opowiadała mi o swoich początkach: "Wiesz, myślałam że to proste - wstawię kilka biurek, kupię krzesła i gotowe. Po miesiącu połowa zespołu narzekała na bóle pleców, a druga połowa kłóciła się o to, kto otwiera okno!" Jej historia pokazuje, że urządzenie nawet małego biura wymaga więcej przemyślenia, niż mogłoby się wydawać.
Ergonomia - czyli jak nie wykończyć swojego zespołu przed czterdziestką
Uwierzcie mi, widziałem w swojej karierze niejedno biuro. Te historie zawsze zaczynają się podobnie: "A po co nam drogie
Pamiętam, jak kiedyś lekceważyłem te wszystkie gadki o ergonomii w pracy. "E tam, przecież tylko siedzę przed komputerem!" - myślałem. Aż pewnego dnia ledwo wstałem z łóżka przez ból pleców. I wiecie co? Nie byłem sam z tym problemem.
Niedawno rozmawiałem z Kasią, która zarządza biurem w jednej z warszawskich firm technologicznych. "Wiesz co jest najgorsze?" - westchnęła podczas naszej rozmowy przy kawie. "Patrzenie, jak twoi młodzi, energiczni pracownicy zaczynają się ruszać jak staruszkowie. Kiedy zobaczyłam, że Michał, nasz 28-letni programista, musi co godzinę robić przerwy na rozciąganie, wiedziałam, że coś trzeba zmienić."